HomeMotoryzacja Twój pierwszy motocykl. Posłuchaj rad praktyka

Twój pierwszy motocykl. Posłuchaj rad praktyka

Posted in : Motoryzacja on by : Piotr

29327_1180522955_a2da_pWiosna w pełni. Upały jak w środku gorącego lata. W samochodzie bez klimatyzacji ciężko wytrzymać, do tego wieczne korki… A może czas na zakup motocykla?


Decyzję o zakupie podjąć łatwo, gorzej z wybraniem odpowiedniego motocykla. Taka decyzja jest szczególnie trudna, gdy wracamy do motocyklizmu po latach, albo, (co gorsza) ma to być nasza pierwsza dwukołowa maszyna z silnikiem. Z jednej strony podoba nam się wspaniały kolorowy ścigacz o mocy 140 KM, z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że nasze umiejętności nie pozwalają nam na zakup takiego „potwora”.

Małe kroczki
Obserwując małe dzieci widzimy, że naukę chodzenia zaczynają od nauki przewracania się na bok, później jest nauka siadania, potem raczkowanie. Chodzenie to finał procesu, który dla każdego dziecka jest długi i mozolny. Z motocyklami jest podobnie. Żeby móc pojeździć naszym wymarzonym motocyklu o wielkiej mocy, musimy zacząć od czegoś mniejszego. Szkół na to, „od czego zacząć” jest kilka. Pierwsza, najbardziej skrajna, mówi, że swoją przygodę z dwoma kółkami należy zaczynać wręcz od skutera. Uzasadnieniem takiego twierdzenia jest to, że skuter nauczy nas poruszania się po drodze i pierwszego kontaktu z dwoma kołami, które, jak wiadomo lubią się przewracać. Ale nie o skuterach mieliśmy rozmawiać. Pomińmy ten radykalny krok, (mimo że, uważam go za dość rozsądne rozwiązanie). Kupując motocykl musimy zdawać sobie sprawę z jednego: im większy, cięższy i mocniejszy motocykl tym trudniej będzie nam nauczyć się na nim jeździć. Motocyklista zaczynający swoją przygodę z dwoma kołami, musi się liczyć z tym, że popełni błędy. To zbyt szybko puści sprzęgło, to za mocno nadusi hamulec, innym razem za szybko wejdzie w zakręt, czy nie zauważy, że auto przed nim już stoi i trzeba je szybko ominąć. Błędy to coś całkowicie normalnego. Każdy je popełnia. Początkujący tym bardziej. Przed tragicznymi w skutkach konsekwencjami błędów dużo prościej jest się ustrzec na motocyklu małym lekkim i o dość niewielkiej mocy. Pamiętajcie, małe jest piękne i dużo więcej wybacza.

Co wybrać?
Jak wiecie, motocykle różnią się zarówno pod względem wyglądu jak i zastosowania. Do czego innego służy „plastikowy” pocisk a zupełnie, do czego innego małe enduro. Mimo że pozornie to i to – motocykl. Nikt jeszcze nie wymyślił motocykla do wszystkiego. Niezależnie od tego, jakie mamy upodobania, zasady są uniwersalne:

1. Pierwszy motocykl nie powinien mieć plastików (chyba, że mamy dużo pieniędzy na ich wymianę, po przewrotkach, które na pewno nam się zdarzą)
2. Powinien być lekki, bo lekkość oznacza prostotę prowadzenia
3. Nie powinien „zabijać mocą”.

Motocykl enduro
Enduro kupimy gdy chcemy się potaplać w błocie, pokonywać leśne dróżki i mieć bezpośredni kontakt z przyrodą (również zimą). Kupując enduro, musimy pamiętać, że 50 KM w motocyklu szosowym to mało, w motocyklu przeznaczonym na teren – to potęga. Motocykle enduro z reguły są dość wysokie, osoby niskiego wzrostu mogą mieć problemy z wyborem czegoś dla siebie.

Gdy marzy nam się wyścigowy „plastik”
29327_1180549248_45fe_pDuża grupa ludzi kupujących duże i mocne ścigacze często nie chce pogodzić się z myślą, że zakup takiego „bolida” na pierwszy motocykl to nie najlepszy pomysł. To najszybsze i najmocniejsze motocykle, jednocześnie najbardziej wymagające od ich właścicieli. Gdy marzy nam się Yamaha R1 (195 kg, 180 KM) , od razu radzę sobie wybić sobie z głowy pomysł jej kupna. Yamaha R6 (180 kg, 127 KM) mimo że jest słabsza też nie będzie odpowiednia. Chcesz plastik ? Proszę bardzo: Suzuki GS 500 F, miły śliczny, plastikowy a ma tylko 48 KM.
Wielu zatwardziałych zwolenników teorii, że to kierowca ustala z jaką prędkością jedzie motocykl i dlatego nie straszna mu żadna moc, nawet w pierwszym motocyklu, leży już na cmentarzach. Taka jest brutalna prawda.

Kiedyś miałem Junaka

Rynek motocykli klasycznych, czy czoperów jest dość bogaty i każdy, komu marzy się następca Junaka znajdzie coś tu dla siebie. Począwszy od legendarnej już Virago 535 do małego Harleya Sporster. Obydwa motocykle są jak najbardziej odpowiednie na powrót po latach dla fana tego typu motocykli.

Turystyka szosowa i nie tylko
29327_1180549249_695b_pMotocykle turystyczne lub tzw „golasy” to najlepsze motocykle na początek zabawy z dwoma kółkami. Gama modeli jest bardzo bogata. Silniki nie są zbyt mocno „wyżyłowane” Nie musimy się martwić, że po przewrotce będziemy musieli wymieniać drogie plastiki. Kawasaki ER 5 czy Suzuki GS 500 , to wręcz podręcznikowe modele „pierwszego motocykla”, ale wybierać jest naprawdę w czym.

Sprawa najważniejsza – ubranie!
W gorączce zakupu naszego pierwszego dwukołowego pojazdu często zapominamy o najważniejszym – o odpowiednim ubraniu. Ubranie nie służy motocykliście (wbrew pozorom) do ochrony przed wiatrem. Motocyklowe ciuchy muszą zawierać pełen zestaw ochraniaczy. Również tzw „żółwia”, czyli ochraniacz na kręgosłup. Nie zapominajmy o rękawicach, butach i kasku. Wszystko starajmy się kupować jak najlepszej jakości. Od tych zakupów zależy, czy po przewrotce wstaniemy i pojedziemy dalej, czy będziemy leżeć w szpitalu i leczyć rozległe otarcia naskórka (w najlepszym przypadku). Świadomość możliwości przewrotki powinna wejść w krew każdemu motocykliście. Znam osobiście wielu motocyklistów, którzy, mimo że przejeździli motocyklami wiele lat, nie mieli żadnego, nawet najmniejszego, zdarzenia drogowego – jednak cały czas są świadomi że może im się to przytrafić w każdej chwili i to niekoniecznie z ich winy.

Ubranie zakładamy zawsze, gdy wsiadamy na motocykl. Obojętnie, czy jedziemy 100 metrów „po bułki do sklepu” czy w trasę, czy jest 35 stopni w cieniu i wydaje nam się że w ubraniu wypocimy się do kości, czy jest – 5 i ochraniacze nam się nie mieszczą pod grubym swetrem. Pamiętajmy, że od tego zależy nasze zdrowie.

Czas na zabawę
Czas skończyć z tym moralizatorskim tonem. Mam nadzieję, że nie wystraszyłem Was za bardzo i dalej chcecie kupić motocykl. Dwa koła to wspaniała zabawa. Korki w miastach przestają istnieć. Szum wiatru w kasku. Nowe znajomości – bo świat motocyklistów jest dość małą i znającą się społecznością. Te cudowne wspólne wypady w miejsca, w których się jeszcze nie było, a asfalt jest gładki. Wszystko to spowoduje, że gdy złapiecie bakcyla, to już na zawsze zostaniecie motocyklistami.