Home / Bieganie / 11. Poznań Maraton – relacja bardzo subiektywna
11 października, 2010

11. Poznań Maraton – relacja bardzo subiektywna

Posted in : Bieganie on by : Piotr Tagi: , , , ,

Zaraziłem się bieganiem niedawno, ok. półtora roku temu. To, że wystartuje w 11 Poznańskim Maratonie, wiedziałem od dawna. Decyzja, że wystartuje jako biegający reporter wiadomosci24.pl, zapadła na parę dni przed startem.

Poznański Maraton od samego początku dumnie nosi miano największego w Polsce. Jak na największy maraton w kraju przystało, jego oprawa jest iście imponująca. Wystawa EXPO, sporo biegów towarzyszących – jest w czym wybierać. Weekend zapowiadał się ciekawie.

Bieg dla dzieci i młodzieży „W drodze do maratonu”; Mój czteroletni syn, gdy tylko nadarzyła się okazja stanąć w szranki z rówieśnikami, o niczym innym nie mówił tylko o swoim „maratonie”. Na miejscu okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że najmłodsza grupa to 12-latki i młodsi. Szkoda, że nie było miejsca na bieg samych przedszkolaków. Mojego syna jednak to nie zdeprymowało. Stanął dzielnie na starcie swojego pierwszego w życiu biegu. Dystans 1 km dla mnie, jako rodzica wydawał mi się sporo za duży jak na czterolatka, jednak okazało się, że nie doceniałem juniora. Dzieciaki ruszyły ostro, do tego stopnia, że zaraz za linią startu, przewrotka jednego chłopca spowodowała lawinę przewrotek innych. Jednak już po chwili wszyscy podnieśli się i kontynuowali bieg. Kuba – mój syn, twardo przebiegł cały dystans, powtarzając słowa taty: „Nie liczy się miejsce, ważne żeby dobiec”. Na mecie pamiątkowy medal i słodycze powodowały, że na twarzach zmęczonych dzieciaków widać było tylko radość.

Expo
W tym roku, inaczej niż do tej pory, Expo przeniosło się z terenu Malty do Areny. Była to, jak się okazało, bardzo dobra decyzja. W Arenie pomieściło się sporo więcej wystawców, do tego scena, biuro zawodów i Pasta Party. Pierwsze kroki w Arenie skierowałem oczywiście do Biura Prasowego, gdzie z rąk miłych pań odebrałem akredytacje. Drugim krokiem było odebranie numeru startowego. Organizacja wręcz wzorcowa. Żadnych kolejek, sympatyczna obsługa, uśmiechy na twarzach zarówno zawodników, jak i organizatorów. Mając już pakiet startowy, w którym znajdował się numer, koszulka, gąbka i trochę reklamówek, mogłem rozpocząć zwiedzanie.Na Expo można było zaopatrzyć się we wszystko, co biegaczowi niezbędne. Najnowsze wynalazki firm produkujących obuwie dla biegaczy, żele energetyczne, odżywki, ubrania czy książki. A propo książek, na jednym ze stoisk wypatrzyłem mojego biegowego guru, autora książki, która zmieniła moje życie: „Biegiem przez życie” Jerzego Skarżyńskiego. Okazało się, że mój biegowy guru, to człowiek z krwi i kości i do tego niesamowicie sympatyczny. Krótka rozmowa, kilka rad z ust Mistrza i już byłem pewien, że jutro wyniosę się na szczyty moich możliwości. Na innym stoisku zaopatrzyłem się w żele energetyczne, po czym wraz z żoną, synem i przyjaciółmi ze Śląska udaliśmy się pochłonąć, jak największą ilość makaronu na PastaParty (nie od dziś wiadomo, że makaron to nieodzowna dawka węglowodanów dla każdego biegacza). Expo uważam za bardzo udane. Oprócz zakupów można było też przyjąć zaproszenia na maratony w całej Europie, zbadać zawartość tłuszczu, czy określić rodzaj swojej stopy w celu dobrania odpowiedniego obuwia do biegania.

Stadion Miejski
Kolejną atrakcją, którą sprezentowali maratończykom organizatorzy maratonu, było zwiedzanie niedawno otwartego Stadionu Miejskiego – chluby Poznania, scenie walk EURO 2012. Wystarczyło okazać numer startowy i wraz z osobą towarzyszącą można było wejść na pierwszoligowy mecz Warta Poznań kontra Górnik Łęczna. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste, jakby się wydawało. Po okazaniu numeru pan ochroniarz stwierdził, że wchodzi tylko jedna osoba na numer. Wiedząc dobrze, że nie takie są ustalenia, okazałem swoją przepustkę/akredytację i poprosiłem o namiary na osobę odpowiedzialną za tę decyzję. Po spotkaniu z dyrektorem i krótkiej rozmowie, zapewniono mnie, że decyzja ta miała na celu wyeliminowanie „cwaniaczków”, którzy z maratończykami chcieli dostać się na mecz. Obiecano, że oczywiście nie będzie problemów z wejściem maratończyków z żonami. Nie do końca przekonało mnie to tłumaczenie. Efekt był taki, że nasze towarzystwo po osobistej interwencji dyrektora, dostało się na stadion. Nie mam pojęcia ile par zostało odesłanych z kwitkiem, a na pewno takie były.

Sam stadion nie zrobił na mnie niestety wrażenia. Przed stadionem zwały gruzu, właściwie czułem się jakbym był na terenie budowy. Z zewnątrz straszy beton i niedokończone okna. W środku brud, gruz, zamknięte toalety, prowizoryczne stoisko z kiełbasami, totalna żenada. Dopiero po wejściu na trybuny można było poczuć się jak na prawdziwym, wielkim stadionie. Wrażenie to popsuł spiker, tłumacząc zgromadzonym, że telebimy niestety nie działają, a czas trwania meczu możemy sobie na swoich stoperach określać, gdyż zegar też nie funkcjonuje. Patrząc na zmagania piłkarzy na rozpadającej się murawie, można było im tylko współczuć. Warta w Poznaniu zremisowała z Górnikiem 1:1

Maraton
10.10.2010, godzina 10:10, 11. Poznański Maraton. Ambicje miałem wielkie. Tym bardziej, że w biegu startowała moja siostra, przyjaciel z południa i kilku innych znajomych. Muszę dać rade. Muszę dobiec. Muszę to zrobić jak najlepiej! Adrenalina wylewała się uszami. 10, 9, 7, 6… Start!
Ruszyłem ostro. Z balonikiem na 4:00*(*potoczne określenie Pacemakera – zawodnika poświęcającego się dla rzeszy biegaczy, biegnącego w tempie z góry ustalonym. Na ogól oznaczonego balonikiem z czasem w jakim dobiegnie do mety). Złamałem wszelkie możliwe zasady taktyki maratońskiej, która wyraźnie mówi – biegnij wolno, wolno, baaardzo wolno przez pierwsze pół maratonu, żeby w drugiej połówce przyspieszyć. Ja z premedytacją ruszyłem ostro. Założenie miałem proste. Biegnę, ile się da w tym tempie, potem się zobaczy. Efekt można było przewidzieć. Zrobiłem najszybsze 30 km w swoim życiu, potem było tylko gorzej. Balonik mi uciekł gdzieś na 23 kilometrze. Na 27. minął mnie Wojtek, kumpel ze Śląska, który biegł z balonikiem na 4:15. Uśmiech na jego twarzy mówił, że jeszcze dużo może, ja zaczynałem walkę.

Jest kilka rzeczy dla których się biegnie. Po pierwsze: walka z samym sobą, po drugie: wspaniali kibice na trasie – w Poznaniu ich nie brakowało, byli cudowni, po trzecie: biegacze obok. To biegnąc, porozmawiałem z prezydentem Poznania, który walczył jak każdy z nas, z samym sobą. To biegnąc, poznałem 76-letniego biegacza, który swoimi opowieściami o bieganiu motywuje mnie do dalszej walki, jak nikt inny. To biegnąc, poznaje się siłę swojego charakteru. Nie na darmo wielu mistrzów mówi, że maraton wygrywa się głową, a nie nogami.

Dobiegłem. 4:46 nie zachwyca. Ale to i tak 12 minut szybciej niż mój debiut dwa miesiące temu w Lesznie. Niestety, nie nazwę się jeszcze maratończykiem. Jestem raczej „maratonistą”. Dotarłem, ale przebiegłem bez przerwy tylko 30 km. Reszta to był marszobieg. Moja własna zasada jest twarda. Maratończykiem zostanę wtedy, gdy cały dystans maratonu przebiegnę.

Podsumowanie
Maraton w Poznaniu utrzymał prymat największego w Polsce. Organizacja na najwyższym poziomie daje nadzieję, że będzie tylko lepiej. Niestety, frekwencja z zeszłego roku nie została pobita. Może za rok?

Wyniki XI Poznań Maraton:

Mężczyźni:
1. Issack Waweru (Kenia) 2:16:27
2. Hailem Tesfaye (Etiopia) 2:16:32
3. Philemon Kimaiyo (Kenia) 2:16:46
4. Michał Smalec (Polska) 2:19:17
5. Viktor Starodubstev (Ukraina) 2:19:56
6. Fekadu Tesgaye (Etiopia) 2:20:02

Kobiety:
1. Maryna Damantsevich (Białoruś) 2:36:30
2. Arleta Meloch (Polska) 2:42:24
3. Renata Kalinska (Polska) 2:54:09
4. Magdalena Stanny (Polska) 3:02:54
5. Magdalena Bartoszewicz (Polska) 3:07:58
6. Monika Ukleja (Polska) 3:08:43